Amsterdam, Haga - VI 2008

Ekspresowy służbowy wyjazd do Holandii, do dwóch jej stolic, a przy okazji 7-8 godzin do dyspozycji, by przejść się choć troszkę po obu miastach. W pamięci zostanie na pewno sporo - poza celem wyjazdu, czyli pewnym seminarium, owocnym, bardzo dobrze zorganizowanym i inspirującym. Co zostanie? Bliskość ptaków i ludzi w miastach: kormoran suszący skrzydła na tle wieżowca na obrzeżach miasta, mnóstwo mew żerujących w środku miasta, gniazda łysek wszędzie, nawet w wodach z obetonowanymi brzegami. Poza tym: wrażenie obecności ludzi wszędzie, monotonny krajobraz rolniczy, ogromna liczba rowerów na ulicach, punktualność, no i atmosfera Amsterdamu. Jest niezwykła. Te wąskie uliczki pełne oznak wolności w podejmowaniu osobistych wyborów - aromat marihuany, dziewczyny w witrynach gotowe do uczestnictwa w seksualnej rozrywce, ale bez nachalności. Zaraz obok kościół i "zwykłe" mieszczańskie życie. Zapamiętam także życzliwość pewnej młodej sprzedawczyni, która widząc moją determinację w kupieniu miniaturki - grzybka (była zdziwiona, że nie pytam o ... halucynogenne...), zadzwoniła do szefa i sprzedała mi ... dekorację - po dobrej cenie 10 Euro :-). Potem powiedziała na pożegnanie, że pierwszy raz sprzedawała dekorację :-). Aha - i jeszcze jedno, kontrast do Francji na przykład - bardzo dobra znajomość angielskiego chyba wszystkich Holendrów, niezależnie od wieku. A właściwie to jeszcze wiele innych wrażeń, ale trudno to tak ad hoc spisać. Trochę więcej wrażeń jeszcze przy zdjęciach


Powered by